Delta Force

Delta Force

Autor: Eric Haney
Stron: 384 / Oprawa: miękka
Format: 130x210 mm
ISBN: 978-83-930794-9-0

Historia elitarnej jednostki antyterrorystycznej spisana przez jednego z pierwszych operatorów. Eric Haney ujawnia tajemnice selekcji oraz szkolenia operatorów Delty. Książka dokumentuje 10 lat działania jednostki (m.in. akcje: Teheran, Grenada, Sudan, Ameryka Środkowa, Bejrut).

Cena katalogowa: 34 zł

cena: 30,00 zł

fragmenty

 

                  FRAGMENTY

Po przydziale do Delta Force przestaliśmy istnieć dla zwykłej armii. Delta Force była (i jest) tajną organizacją. Oficjalnie nie istniała w wojskowych rejestrach oddziałów, podobnie jak jej członkowie. Zwyczajnie zniknęliśmy z systemu. Nasze teczki zostały wyciągnięte i od tego czasu podlegaliśmy zarządzaniu przez tajny system znany jako Rejestr Bezpieczeństwa Departamentu Armii (DASR).

Mieliśmy przykrywkową organizację w Fort Bragg, której używaliśmy jako naszej „oficjalnej” jednostki. Miała ona formalny adres, dowódcę i pierwszego sierżanta, kogoś do odbierania telefonów i zapewnienia podstawowego zabezpieczenia. Taka „oficjalna” jednostka zapewniała przykrywkę dla właściwej i przydawała się we wszystkich przyziemnych życiowych sprawach – gdy trzeba wpisać macierzystą jednostkę do wniosku kredytowego lub powiedzieć sąsiadom, gdzie się pracuje. Nazwa jednostki i numery telefonów zmieniają się co kilka lat, by nie stały się zbyt wyświechtane.

Zniknęliśmy z wojska także w inny sposób. Chodziliśmy w cywilnych ciuchach i prawie nigdy nie nosiliśmy mundurów. Luźne zasady dotyczące wyglądu zewnętrznego pozwoliły nam na zapuszczenie dłuższych włosów i bród, co ułatwiało maskowanie się przy tajnych operacjach. Poza tym, jeśli musielibyśmy wyglądać bardziej wojskowo, szybkie strzyżenie było łatwiejsze, niż odwrotny proces.

Jak mawiał Mao: „Partyzantka pływa w morzu ludu”. A jako Delta Force działaliśmy jak partyzanci. Lub terroryści.

Bo prawda jest taka, że aby stać się ekspertami w dziedzinie antyterroryzmu, musieliśmy najpierw zostać znakomitymi terrorystami.

 

***

 

– Akcja na czwórce, Andres – powiedziałem i przeturlałem się zza lunety. Obaj zajęliśmy pozycje przy naszych karabinach. Spojrzałem przez lunetę na Pozycję 4 i szybko ustawiłem odległość na 320 metrów. Następnie maksymalnie docisnąłem w dół trzon zamka, bezpiecznie blokując nabój w komorze. Pozwoliłem palcowi znaleźć swoje miejsce na spuście i zacząłem oddychać w rytmie, który najmniej zaburzał widzenie celu. Przygotowałem się do strzału, przysuwając i odsuwając moje prawe kolano do i od serca. Wiedziałem, że Andres robi to samo.
W przeciwieństwie do bezruchu trzech ostatnich dni, teraz wszystko rozgrywało się w niebywałym tempie. Widok rozciągający się przede mną miał w sobie coś złowieszczego.
Nagle jak spod ziemi pojawiło się czterech czy pięciu nastolatków. A chwilę później było już ich w tym miejscu dwudziestu czy dwudziestu pięciu, śmiejących się, gwiżdżących i wskazujących na oddalone stanowisko Marines. Wołali i machali do kogoś za nimi, kogoś ukrytego za betonową ścianą.
– Zaczyna się, Eric – mruknął Andres.
– Gotowy – szepnąłem, gdy pojawił się pierwszy strzelec.
Namierzyłem go przez lunetę. Trzymał w rękach kałasznikowa i wylewnie pozdrawiał tłum.
– Daj znać, kiedy pojawi się twój – powiedziałem łagodnie – i gdy będziesz gotów do strzału.
Mój człowiek zwrócony był teraz do mnie. Zaczął podnosić karabin. Wiedziałem, że Andres też już namierzył swojego, gdy ułamek sekundy później zaintonował:
– Snajperzy... Gotów... Strzał.
Trach.
Dwa karabiny jednocześnie plunęły jadem. Nici siatki celowniczej przecinały się na górnej wardze młodego człowieka, gdy mój karabin wypalił, a ja drgnąłem, pchnięty siłą odrzutu. Człowiek zniknął. Kiedy już uspokoiłem celownik, jedynym śladem, że stał tam człowiek, był bladoróżowy obłoczek rozniesionej w pył tkanki i krwi, który momentalnie rozwiał się w powietrzu. Złudzenie zniknęło niemal w tej samej chwili, gdy je spostrzegłem. Pozostało nic – w gorącym popołudniowym słońcu.
– Zdjęty – powiedziałem, wprowadzając do komory nowy pocisk.
– Zdjęty – odpowiedział Andres, robiąc to samo.
Przyglądaliśmy się, jak tłum się rozpierzcha. Ciała dwóch mężczyzn uderzyły w ziemię, zanim jeszcze do grupy dotarł dźwięk wystrzału.

 

***

 

Dostaliśmy tak mocno, jakby wściekły olbrzym chwycił nas w locie i potrząsnął jak ścierką. Helikopter zadrżał i rzuciło nim tak, że mało nie spadliśmy. Szybko jednak odzyskał sterowność i kontynuował lot.Pocisk dużego kalibru osmalił mi twarz. Zaczerpnąłem tak gwałtownie tchu, że złapał mnie skurcz mięśni międzyżebrowych – przez chwilę myślałem, że przestrzelili mi płuco. Wtedy Andres klepnął się po udzie i odwrócił, by spojrzeć mi prosto w twarz. Siedzieliśmy stłoczeni noga w nogę, a teraz obaj przerwaliśmy ogień i spojrzeliśmy w dół. Andres powoli oderwał rękę od uda i zobaczyliśmy, że była pokryta warstwą jakiegoś białego gluta.
Wydaje mi się, że widziałem już wszystko, co może wyjść z wnętrza ludzkiego ciała, ale czegoś takiego jeszcze nie znałem. Andres również wyglądał na zaszokowanego.
Popatrzyliśmy na jego uświnioną rękę, a potem spojrzeliśmy sobie w zaskoczone oczy.
– Co to jest do cholery? – wrzasnąłem.
Błysk zrozumienia przeleciał przez jego twarz i odkrzyknął z szerokim uśmiechem:
– Pasta do zębów! Postrzelili mnie w pastę do zębów!
Jednak strzelanina jeszcze się nie skończyła. Wciąż walili w nas z prawdziwym upodobaniem. Znów wywiesiłem się z kabiny, by rozejrzeć się za pozostałymi helikopterami. Większość wrażych luf skierowana była na jedynkę, co również nas wystawiało na ich strzały. Właśnie dlatego dostawaliśmy takie baty. Nagle coś kopnęło mnie w zadek i niemal wyrzuciło ze śmigłowca. Prawe biodro mi zdrętwiało. Po nodze pociekł jakiś płyn. „O kurwa, odstrzelili mi dupę” – pomyślałem i przesunąłem ręką za sobą w poszukiwaniu rany.
Zamiast tego znalazłem manierkę roztrzaskaną w drobiazgi. Spojrzałem na swoją dłoń, mokrą na szczęście nie od krwi, a od wody. Rzuciłem okiem za siebie na drugą stronę śmigłowca i zobaczyłem, że sprawy mają się tam równie kiepsko, co po mojej stronie. Nic poza morzem czerwonych pocisków smugowych i rannymi ludźmi. Obróciłem się ponownie i wyjrzałem z maszyny, by sprawdzić, jak daleko
jest jeszcze do celu. Już powinniśmy dolatywać.
Po szczególnie ostrej salwie w naszą stronę zobaczyłem, jak śmigłowiec numer pięć łamie szyk i nurkuje w głąb doliny, robiąc unik przed strumieniem pocisków z działka kalibru 23 mm. Zostawiali za sobą smugę gęstego dymu i szybko tracili wysokość. Ale wciąż lecieli, więc nie stracili kontroli nad helikopterem. Miałem nadzieję, że uda im się dotrzeć do jakiegoś bezpiecznego miejsca i posadzić
maszynę.
Nagle cel wyłonił się przed nami. Albert trzymał zwiniętą linę na kolanach i wstał, by ją zrzucić. Krzyknął do drużyny: „Przygotować się!”.

spis treści

 

Spis treści

WSTĘP ..........................................................................5

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Początki.........................................................................13

ROZDZIAŁ DRUGI
Zbieranie sił....................................................................105

ROZDZIAŁ TRZECI
Do boju... ......................................................................223

EPILOG ........................................................................375

PO 11 WRZEŚNIA 2001 .................................................379


autor

 

Eric Haney
Sierżant major (w stanie spoczynku) przez ponad 20 lat służył w amerykańskiej armii. Był żołnierzem piechoty, Rangerem, a w końcu jednym z założycieli Delta Force. Gdy odszedł z wojska, założył własną firmę zajmującą się ochroną prezydentów, monarchów oraz prezesów korporacji.

Haney wielokrotnie negocjował z latynoamerykańskimi partyzantami uwolnienie zakładników, ratował porwane amerykańskie dzieci na całym świecie, a także doradzał w kwestiach bezpieczeństwa koncernom paliwowym w najbardziej niebezpiecznych zakątkach świata.

W 1994 roku Haney chronił prezydenta Jeana-Bertranda Aristide’a. W tym czasie na Haiti, na swojej pierwszej misji, był również GROM, szkolony w fazie powstawania przez operatorów Delty.

Eric Haney był także konsultantem przy powstawaniu serialu telewizyjnego „Jednostka” (The Unit). Scenariusz filmu oparto na książce „Delta Force”.

 

o książce

 

DELTA FORCE
Historia elitarnej jednostki antyterrorystycznej spisana piórem jednego z pierwszych operatorów.

Pierwszy Operacyjny Oddział Sił Specjalnych Delta – powszechnie znany jako Delta Force – to najbardziej elitarny zespół komandosów w amerykańskim wojsku i prawdopodobnie najlepiej wyszkolony na świecie.
Delta Force powstała 21 listopada 1977 roku. Już kilka miesięcy później Eric Haney – autor książki – trafił na selekcję do nowej jednostki. Gdy udało mu się przebrnąć przez zadziwiające, trudne testy – znalazł się w prawdziwej elicie. Haney ujawnia szczegóły i tajemnice selekcji oraz szkolenia operatorów Delty.

Książka składa się z trzech części. W pierwszej Eric Haney opisuje formowanie się Delty - selekcję, przydział i oficjalne powstanie oddziału. Druga część poświęcona jest szkoleniu - m.in. strzelectwo, shooting house, techniki wywiadowcze, odbijanie samolotów, uwalnianie zakładników. Trzecia - to opisy akcji na całym świecie, w których Delta brała udział.

Książka dokumentuje prawie 10 lat funkcjonowania Delta Force (m.in. akcje: Teheran, Grenada, Sudan, Ameryka Środkowa, Bejrut). Jednak język daleki jest od akademickiego wykładu. Haney pisze ze swadą, poczuciem humoru, obrazy są plastyczne, narracja wciągająca. Książkę czyta się jak najlepszą powieść kryminalno-szpiegowską.

Ale to również zapis przemiany Haneya. Z biegiem lat autor dostrzega, że służba w elitarnym oddziale ma również swoje mroczne strony. Delta uwikłana w gierki CIA wykorzystywana jest czasem do celów, z którymi operatorom trudno się pogodzić. Haney nie boi się pokazać i tej – politycznej strony funkcjonowania jednostki.

 

Partnerzy publikacji:

pz_m           militis_m