Galen Rupp a sprawa polska

Amerykanin Galen Rupp jest z pewnością znany kibicom biegów średnio i dugodystansowych. Ma na koncie liczne rekordy Ameryki Północnej (na 3000 metrów − 7:30,16, 5000 metrów − 13:01,26, 10 000 metrów − 26:44,36). Na igrzyskach Olimpijskich w Londynie W 2012 roku zdobył srebrny medal w biegu na 10 000 metrów. W 2016 w Rio de Janeiro nie udało mu się powtórzyć tego sukcesu − na metę wbiegł dopiero na 5. pozycji. Zrekompensował to sobie zdobywając brąz w biegu maratońskim. Dobiegł do mety z czasem 2:10:05.

To 10. medal Amerykanów w maratonie w historii Igrzysk Olimpijskich. Polskim biegaczom niestety nie udało się wywalczyć nigdy żadnego krążka na igrzyskach. Brąz Galena Ruppa jest świetnym podsumowaniem dyskusji, jaka rozgorzała na łamach magazynu Bieganie.

W kwietniowym numerze magazynu Bieganie znany trener i stale obecny na łamach czasopisma autor Marcin Nagórek opublikował felieton, w którym stara się przekonać, że amerykańska szkoła treningu maratońskiego jest "beznadziejna" i "nieskuteczna".

Poniżej przedstawiamy felieton Marcina Nagórka. Pod nim polemikę z felietonem. Polemika, w okrojonej wersji, ukazała się w lipcowym numerze Biegania. Tu prezentujemy ją w całości.

 

felieton bieganie20160822
Kliknij w obrazek, aby powiększyć w pdf.

 

NOWOCZESNE NARZĘDZIA KONTRA POMPKA

Polemika z felietonem Marcina Nagórka "Amerykański trening maratoński"

"Na polskim rynku pojawił się zalew publikacji autorów zza oceanu, poczynając od Danielsa, na Pfitzingerze kończąc" - pisze w swoim felietonie Marcin Nagórek. I przekonuje, że amerykańskie podejście do treningu maratońskiego jest "beznadziejne", "nieskuteczne", a główną zaletą tych amerykańskich publikacji jest to, że są "tanie, ładnie podane i łatwo dostępne".
Wydałem w Polsce zarówno "Bieganie metodą Danielsa", jak i "Maraton zaawansowany" − czuję się wywołany do tablicy. Na wstępię chciałem podziękować autorowi, za słowa o " tanich, ładnych i łatwo dostępnych publikacjach". Staramy się.

W felietonie Marcina Nagórka można znaleźć kilka argumentów. Wymienię je w kolejności, w jakiej pojawiają się w tekście.
1. Amerykańska szkoła treningu do maratonu jest jedną z bardziej beznadziejnych i nieskutecznych.
2. Amerykanie (...) w maratonie nie są w stanie przebić nawet Polski.
3. Bieganie bardzo szybko i bardzo ciężkich akcentów przez pół roku.
4. Umiłowanie do tego co dokładnie odmierzone i kontrolowane, a lekceważenie krosów i podbiegów.
5. Polska szkoła treningowa, bardzo niedoskonała, zacofana i mająca liczne wady, i tak jest lepsza niż cała amerykańska mądrość zawarta w wydawanych seryjnie książkach.
6. Osiągnięcia Pfitzingera nijak się mają do osiągnięć Jana Huruka.

W zasadzie są tu tylko dwa argumenty merytoryczne. Punkt 3. i 4. Autor felietonu niestety nie rozwija tych wątków. Nie dowiadujemy się, czemu krosy i podbiegi mają mieć wyższość nad tym co dokładnie odmierzone. A bieganie ciężkich akcentów Marcin Nagórek sugeruje dwa lub trzy razy w cyklu przygotowań. Naprawdę? Bieg tempowy w przygotowaniu do maratonu warto wykonać tylko trzy razy w ciągu sześciu miesięcy? Chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej na ten temat, ale niestety na tym argumenty merytoryczne w felietonie się kończą.

Szczerze przyznam, że chętnie bym przeczytał w polskich mediach biegowych poważne, niezależne, nie podszyte uprzedzeniami porównanie tego co proponują Amerykanie i tego co mamy w Polsce − środków treningowych, z czego one wynikają i co dają. Nie przypominam sobie, by od 2010 roku, gdy wydałem "Bieganie metodą Danielsa", ktoś pokusił się o takie zestawienie.

Z punktem 1. ciężko dyskutować, ale rozumiem, czytając tekst Marcina Nagórka, że poparciem na tezę o beznadziejności jest fakt, że Amerykanie słabo biegają maratony.

Wystarczy sprawdzić ilu Amerykanów zdobyło jakikolwiek medal na Igrzyskach Olimpijskich w maratonie (9, obecnie już 10), a ilu Polaków (0). Ale przecież książki, które wydaję, nie są przeznaczone dla olimpijczyków. To książki skierowane do szerokiej rzeszy odbiorców, więc chyba nie o topowych zawodników chodzi.

Sprawdźmy więc jak wygląda mocne amatorskie bieganie na najpoważniejszych masowych imprezach.

W 2015 roku Maraton Nowojorski ukończyło 26771 Amerykanów (przy czym 49,7% stanowiły kobiety). Wynik poniżej 2:45 (co chyba można już uznać za mocne bieganie na poziomie amatorskim) osiągnęły 84 osoby (w tym dwie kobiety). 6033 - liczba Polaków startujących w 2015 w Maratonie Warszawskim (kobiety - 15%). Wynik poniżej 2:45 - 11 osób (w tym jedna kobieta).

W Warszawie wynik poniżej 2:45 osiągnęło 1,8 promila wszystkich startujących Polaków. W Nowym Jorku − 3,1 promila Amerykanów.

Argument 6. Marcina Nagórka.
Czy skoro Pfitzinger ma życiówkę w maratonie gorszą o ponad minutę od Jana Huruka (2:11:43 vs 2:10:07) nie powinien się wypowiadać o treningu do maratonu? Czy zatem Marcin Nagórek nie powinien być trenerem biegaczy, bo jego życiówka w maratonie to 2:39:59? Prawie 20 minut gorzej od Huruka. A co dopiero powiedzieć o Jacku Danielsie? O ile się nie mylę, w ogóle nie biegał w maratonach, nie ma więc pojęcia o treningu biegowym?

Na koniec samo sedno. Argument 5.
"Polska szkoła treningowa, bardzo niedoskonała, zacofana i mająca liczne wady, i tak jest lepsza niż cała amerykańska mądrość zawarta w wydawanych seryjnie książkach".

Pytanie, jak przeciętny biegacz może zapoznać się z polską szkołą biegową, nie kończąc AWF-u? W zasadzie jest tylko jedna dostępna na rynku książka treningowa napisana przez polskiego autora. Publikacja Jerzego Skarżyńskiego. Czy naprawdę ta książka wyczerpuje tematykę treningu biegowego w całości? "Cała amerykańska mądrość" to kilkadziesiąt tematów, które u Skarżyńskiego się nie pojawiają lub opisane są bardzo oględnie.

Co więcej, mówienie o polskiej szkole biegowej, to mówienie o czymś co jest nieostre, niezdefiniowane, niejednorodne. Czy mówiąc o polskiej szkole Marcin Nagórek ma na myśli to co robił Jan Mulak w latach 50 XX wieku? Czy to co robił z podopiecznymi Tadeusz Kępka? Czy w końcu to co proponuje w swoich książkach Jerzy Skarżyński? Te metody treningowe przecież różnią się od siebie.

Ale kto przeczytał Danielsa, Pfiztingera czy Hansonów też zobaczy istotne różnice w propozycjach treningowych.

Zaryzykuję twierdzenie, że mówienie o "szkołach", to lekki przeżytek. Może było aktualne w latach 60, 70 czy 80 XX wieku. Teraz trening sportowy niemal w każdej dyscyplinie wynika z badań naukowych.

Marcin Nagórek ma i o to ma pretensje. Pisze: "Yuki Kawauchi, w ciągu 12 miesięcy przebiegł więcej szybkich maratonów niż cała amerykańska wyczynowa czołówka, skupiona w profesjonalnych grupach i kierująca się naukowymi metodami". Nie wiemy jakimi metodami trenuje Yuki Kawauchi, ale dowiadujemy się, że metody treningowe oparte na nauce są złe.

Jak zatem ma trenować przeciętny amator? Na intuicję? Wróżąc z fusów? Dyskutując na forach? Sugerując się planami treningowymi z internetu nie opatrzonymi nazwiskiem ich twórcy?

Książki o treningu sportowym wydaję od 2004 roku. Traktuję to, jako dostarczanie narzędzi treningowych. Każda książka jest inna, każda książka daje nową dawkę wiedzy. Każda książka, to inne narzędzie, z którego można skorzystać. Zwykle - oparta na wiedzy płynącej z nauki.

Na początku wydawałem tytuły dla kolarzy górskich. "Biblia treningu kolarza górskiego" od 2004 roku, przez 12 lat, uchodzi w Polsce za podstawowy podręcznik treningowy, po który sięga każdy amator kolarstwa górskiego, traktujący trening poważnie.

Książkę przed drukiem recenzował i sprawdzał merytorycznie Andrzej Piątek. Obecnie Dyrektor Sportowy w Polskim Związku Kolarskim, który doprowadził do sukcesów m.in. Maję Włoszczowską.
Po przeczytaniu książki Joe Friela przyznał, że to są te metody, które sam stosuje. Andrzej Piątek nie zżymał się, że książka jest naukowa. Że to nie są polskie metody treningowe. A przecież w kolarstwie mieliśmy polską szkołę również. Andrzej Piątek po prostu rozumie, że dziś trening oparty jest przede wszystkim na badaniach naukowych. Nie rozdaje kolarzom pompek i nie sugeruje, co z nimi zrobić w tunelu. Bada im poziom mleczanu we krwi, robi testy wydolnościowe na VO2max.

Na koniec refleksja. To dość smutne, że osoba będąca trenerem w ten sposób wypowiada się o narzędziach, z których korzysta cały świat. Czy naprawdę w tak dużej dawce wiedzy nie ma nic wartościowego? Czy podopieczni trenera Marcina Nagórka nie dostaną nawet skrawka informacji z Danielsa czy Pfitzingera, bo to co proponują amerykańscy autorzy jest "beznadziejne"?
Wszyscy cieszymy się sukcesem Bartosza Olszewskiego, który w światowym Wings for Life World Run zajął drugie miejsce, a maraton biega w 2:25, pracując na etacie. Otwarcie mówi, że i Daniels, i Pfitzinger to są te metody, na których opiera swój trening. Czy naprawdę amator znajduje tam więcej pożytecznych treści niż trener?

Być może czytelnik odnosi wrażenie, że stawiam to co amerykańskie, ponad to co nasze, polskie, narodowe. Nie. Chętnie wydam polską publikację o treningu. Im więcej narzędzi, tym lepiej dla biegaczy. Niestety na razie nie ma polskich autorów, którzy by napisali stricte treningową książkę. Od wielu lat mamy dostępną tylko jedną publikację (nie liczę książek Darka Sidora, ponieważ nie ma ich już w sprzedaży). Czy wszyscy biegacze w Polsce mają biegać tylko według porad zawartych w tej jednej książce? A może Marcin Nagórek pokusi się o porządne dzieło? Chętnie wydam, jeśli będzie na odpowiednim poziomie merytorycznym.

Jakub Karp
wydawca, właściciel wydawnictwa Inne Spacery