Biegaj bez kontroli, odc. 1/3

DZIKIE BIEGI 13

Rozpiska treningów, zegarek, tempo, tętno, ciągła kontrola. Czy tak musi być zawsze?

W każdej dziedzinie sportu cel można osiągnąć dzięki zaplanowanemu, systematycznemu, ciężkiemu treningowi. Tak też jest w bieganiu. Ale czy zawsze tak być musi? Richard Benyo, były redaktor naczelny Runner's World, autor książki Biegać Mądrze przekonuje, dlaczego i kiedy warto wypuścić się na kompletnie dziki bieg.

Przedstawiamy w całości 15 rozdział książki Biegać Mądrze. Oto pierwszy z trzech odcinków.

Drugi przeczytasz TUTAJ.

***


Małe dzieci, te zbiorniczki pierwotnej energii, zostawione same sobie, swoim entuzjazmem dla życia i ruchu przypominają dzikie zwierzęta. Przyjrzyj się miotowi szczeniaków albo kociaków. Każdy ich ruch to szamotanina – od gryzienia ucha mamy, przez przepychankę z rodzeństwem, po bieganie w kółko bez celu. Wrzuć sześcioro małych dzieci do pokoju i wyjdź. Będą zachowywać się podobnie. Będą skakać bezładnie, baraszkować, podskakiwać w miejscu, siłować się i kwiczeć z czystej radości życia, istnienia, ruszania się.

Oczywiście musimy do pewnego stopnia kontrolować swoje przypadkowe działania. Społeczeństwo potrzebuje zasad i granic, inaczej grozi mu anarchia i szaleństwo.

W każdej formalnej dziedzinie sportu najwięcej można osiągnąć poważnymi, metodycznymi treningami. Młodzi gimnastycy ćwiczą zeskok z poręczy równoległych tyle razy, aż stanie się to ich drugą naturą. Pływak spędza na basenie niekończące się godziny, wyrabiając sobie taką odporność i formę, że wprawia delfiny w kompleksy. Biegacz buduje wytrzymałość, siłę i szybkość w nadziei, że wszystkie trzy razem dadzą pewnego dnia wspaniałe wyniki na ważnych zawodach. Przed taką imprezą jak maraton proces ten może trwać 16–18 tygodni, podczas których wykonuje się starannie dobrane kombinacje biegów długich, tempowych, szybkich na bieżni, spokojnych dla regeneracji. Przewidziany jest też odpoczynek, a nierzadko nawet uprawianie innych sportów, które mają pomóc w budowaniu wytrzymałości i przeciwdziałaniu kontuzjom.

Jeśli chcesz osiągnąć sukces, starannie zaplanowany trening nie jest opcją. Jest jedyną opcją. Dla oddanego biegacza nie jest to przykry obowiązek. Wypełnianie kolejnych kratek w dzienniku treningowym przynosi ogromną satysfakcję. Oczywiście, zbyt ciężki i zbyt długi trening może otępiać i przygniatać, a nieraz rujnuje też zdrowie. Jednak ciężki trening nie trwa cały rok. Gdyby tak było, z biegacza wkrótce zmieniłbyś się w kalekę.

Zwykle mówimy o dwóch okresach poza sezonem: w środku lata (gdy jest za gorąco, by dużo biegać) i w środku zimy (gdy za oknem jest pogoda tak podła, że nie da rady robić nic poza biegiem podtrzymującym kondycję). Te okresy to ogromna ulga po regularnych treningach. Te dwa okresy to świetna okazja, żeby znów być dzieckiem, żeby zachowywać się jak zwierzę, by spalić nadmiar energii, by biegać dziko i przejść z jednego okresu treningowego do drugiego.

Pomyśl o czasie poza sezonem jak o wypalaniu pól. Chodzi mi o odcięcie się od zakończonego okresu treningowego. Podobnie rolnicy – kiedy resztki ścierniska wyschły lub obumarły, wypalają pola, by po okresie odpoczynku okres uprawy i wzrostu mógł zacząć się od nowa. Palenie pól może być wspaniałym momentem dwa razy w roku. Nadmiar energii można spalić w biegach, które są zbyt szybkie, zbyt długie lub prowadzą zbyt krętymi ścieżkami, aby jakikolwiek trener przy zdrowych zmysłach włączył je do programu planu treningowego.

Koniec sezonu to czas na szalone biegi. Nie będzie żadnych konsekwencji, bo okres zawodów już się skończył.

Koniec jesiennego okresu maratonów był dla mnie zawsze fantastycznym czasem, aby iść do lasu na długie biegi przełajowe w stylu fartlek. Byłem przy tym ostrożny, przynajmniej mieszkając w Pensylwanii lub później do niej wracając, by ubierać się do lasu na czerwono – w tym samym czasie był sezon łowiecki. Wspaniały moment, kiedy jesień się kończy, a nadchodzi zima. Powietrze jest ostre, liście już spadły, niebo jest ołowiane, a ty biegniesz w chmurze własnego oddechu. Biegałem tak, kiedy moje nogi były zmęczone właśnie zakończonym okresem wyścigów, ale wciąż była w nich energia, którą chciałem zostawić na szlaku, nim nadejdzie śnieg.

Niektórzy biegacze spalają tak cały efekt treningu, który im został po sezonie jesiennym, a potem przez miesiąc nie biegają wcale, dając nogom szansę na regenerację, nim podejmą spokojny, długi trening przygotowujący do sezonu wiosennego. Takie same działania można podjąć późną wiosną, gdy ta część sezonu się kończy, a przed tobą spokojne biegi w letnie, upalne, parne miesiące. Jeden ostatni, trudny, długi, męczący, dziki bieg podsumowujący wiosenny sezon startów to wyśmienity sposób na zamknięcie interesu, spalenie reszty energii, wrzucenie niższego biegu przed rozpoczęciem budowania kondycji na nowo. O ile nie nabawisz się kontuzji podczas intensywnego biegu na zakończenie sezonu, możesz poczuć wyzwolenie i zwierzęcą stronę biegania. To taki wykrzyknik na koniec.

***

 

Przeczytaj również inny fragment książki Biegać Mądrze: Jak trenować, by biegać szybko.

Książkę "Biegać mądrze" możesz kupić tu (kliknij w okładkę):

biegac madrze okl 111